Na pewno znacie słynną pastę…

Na pewno znacie słynną pastę o latarkach, która mówi, że każda, absolutnie każda rzecz, ma gdzieś jakieś forum zrzeszające hobbystów. I wiecie co? To jest prawda. Ostatnio szukałem odpowiedniego oleju dla mojej jednostki napędowej, bo nie byłem pewien który lepiej zalać, a producent proponował 2 typy.

I przez przypadek trafiłem na forum, które… zrzesza fanatyków oleju samochodowego xD. Specjalne, dedykowane forum poświęcone wymianie oleju w samochodzie. 0w20. Nie, bo 5w30. A właśnie, że 0w20. Testują kwasowość oleju, zasiarczenie, ilość żelaza i innych pierwiastków, analizują składy i dokumentacje techniczne. Coś wspaniałego.

pokaż spoiler Najśmieszniejsze jest to, że każda, absolutnie każda rzecz, ma gdzieś jakieś forum zrzeszające hobbystów. Szukałem kiedyś latarki. Tzw. czołówki. Na jeden wyjazd z namiotem na 3 dni. Konkretnie to googlałem gdzie jest jakaś marketowa promocja, żeby zamiast 23zł zapłacić coś bliżej 10. Okazuje się, że latarki mają forum. Na forum dowiedziałem się, że najtańsza latarka która świeci, kosztuje 200zł. Ale to i tak badziew, bo w razie jakbym wpadł do jaskini i czekał dwa tygodnie na pomoc, to wodę mogę lizać ze ścian, ale latarka zgaśnie mi po 7 dniach nieustannego świecenia. A to przecież absolutnie nieakceptowalne. Tańsze w ogóle nie wchodzą w grę, bo przecież przy 100 lumenach zgubię się w ciemności. Będę widział tylko na 5 metrów zamiast na kilometr. Na dodatek nie da się tańszych w ogóle używać, bo kąt świecenia w każdym egzemplarzu różni się o parę stopni, czyli to musi być badziew. Całkowicie dyskwalifikujący jest fakt że raz w roku będę musiał zmienić baterię, a w wypadku gdybym wpadł do oceanu to przeciekają po godzinie. Mieli też dział DYI w którym pokazywali np jak użyć sprzętu pomiarowego za 5tys zł żeby ustalić jak zmienić fabryczny rezystorek coby latarka miała pół lumena więcej. I do tego odpowiedzi na kilkanaście stron z gratulacjami i bluzgami na producenta że sam na to nie wpadł. Latarkę kupiłem w końcu za 9zł w pierwszym lepszym markecie. Nie wpadłem do jaskini ani do oceanu a baterie wymieniłem po roku.

Ps. w sumie gdyby ktoś był zainteresowany to link https://www.oilclub.pl/index.php Może się komuś przyda

#motoryzacja #heheszki #pasta #samochody

Dajcie kilka plusów dla…

Dajcie kilka plusów dla mojego Łoniaka, nikt nigdy nie pulsuje Fiata Uno 900 bez FIRE. ( ͡° ʖ̯ ͡°)

Kupiłem go 3 miesiące temu za 800 zł w celu dojazdów do pracy 6km dziennie od domu. Nie spodziewałem się jednak, że z tego przyjemniaczka zrobi się chyba najlepsze daily jakie miałem, a wieeeeeele fur w swoim życiu objeździłem. Ostatnio nawet bez problemu przeszedł przegląd, a goście na stacji kontroli aż przecierali oczy że podłoga nie ma ani jednej dziurki. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Małe to, w mieście wszędzie się zmieści, spalanie na poziomie 5l/100km, cena części jak woda, silnik na łańcuchu. Może nie jest demonem prędkości bo na trasie rozwija max 90km/h z górki, ale trasę 200km nim zrobiłem bez jednej przerwy #pdk (fotele w nim są mega wygodne). Trzymajcie kciuki żeby jeździł jak najdłużej. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

#motoryzacja #pokazauto #chwalesie

Kuzynka żony kupiła sobie…

Kuzynka żony kupiła sobie auto służące na dojazd do pracy i zawiezienie dziecka do żłobka – kilkuletnia Ibiza z małym silnikiem, i oczywiście szwagier, który pochodzi ze wsi zaczął jej gadać, że źle zrobiła, że mogła sobie za takie same pieniądze kupić coś lepszego. Coś lepszego czyli stare bmw 5 albo 7 – starsze ale lepsze xD, Myśli, że wszyscy wokół niego chcą mieć bmw bo on ma E46 i to jest „porządne auto” Co za mentalność xD #samochody #motoryzacja

Mireczki mały upadate und…

Mireczki mały upadate und #chwalesie , jako ze emocje już opadły i właśnie do mnie doszło ile siana wyjebalem na weekendowa zabawkę oraz koszty utrzymania mogę się pochwalić. Cześć z Was może pamiętać moje posty na temat odrestaurowania cabrioleta, ku ciesze coponiektorych finalnej wersji osiągnąć mi się nie udało, jednak po sprzedaży owego cabrio (w stanie dobrym) oraz paru innych ruchach spełniłem jedno ze swoich ukrytych marzeń, jak i mokry sen fanów starych BMW.

850i, 300 koni i 4 biegowy automat. Jak to mówią, bunkrów nie ma ale tez jest zajebiscie, do wsadzenia i porobienia trochę będzie, ale to nic.

#bmw #motoryzacja

Kaszlący substytut samochodu…

Kaszlący substytut samochodu rodzinnego

czyli

Polski Fiat/FSM/Fiat 126p – reupload

Uwaga: w zreupowanym wpisie znajdują się ocenzurowane słowa powszechnie uważane za wulgarne, a także niepopularne opinie mogące wywołać zgorszenie u fanatyków tego wyrobu; na potrzeby wpisu autor dokonał pewnych uproszczeń i skrótów myślowych

Pod koniec lat 60. XX wieku w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej produkowano samochody nakierunkowane głównie na odbiorców państwowych, między innymi Warszawy, Polskie Fiaty 125p czy Żuki; sprowadzano także samochody z innych państw RWPG, jak Skody, Zastavy, Wartburgi czy Trabanty. Rzecz jasna, te samochody były dostępne dla odbiorców prywatnych, jednak pojazdy były reglamentowane poprzez talony, zaś na przysłowiowej giełdzie cena była wyższa niż w Polmozbycie. Brakowało zwykłego auta, mającego zmotoryzować społeczeństwo. Wprawdzie istniał wtedy produkt o nazwie Syrena, jednak ona sama, będąca konstrukcją z lat 50. i korzeniami z lat 30-40. XX wieku, coraz mocniej odstawała od konkurencji, nawet tej z Bloku Wschodniego; ponadto była produkowana w śladowych ilościach, co sprawiało iż nie była w stanie nasycić rynku.

W tej sytuacji postanowiono wdrożyć nową konstrukcję. Pamiętając wcześniejsze wpadki pokroju samochodu popularnego czy innych prototypów, uznano iż najrozsądniej będzie wykupić licencję od zachodniego koncernu. Wprawdzie Czesi, Polacy czy Niemcy debatowali nad autem tworzonym przez KDL-e, jednak strona polska dość szybko się wycofała z tego; jak się potem okazało, to był dobry krok, ponieważ ze współpracy niemiecko-czechosłowackiej nic nie wyszło, pomijając skrzynie montowane w Wartburgu 1.3 i Trabancie 1.1.

Jako potencjalnych partnerów wybrano cztery marki: Fiata, Volkswagena, Renault oraz Citroena; FIAT został wybrany ze względu na produkowany wówczas model 125p i dobre stosunki z państwami komunistycznymi, zaś francuskie marki były wybrane ponoć ze względu na sentyment Gomułki do Francji. Volkswagen dość szybko powiedział „nein” i poszedł dalej klepać radośnie tylnosilnikowe abominacje z lat 50., zaś reszta przedstawiła swoje propozycje:

– Renault miało pokazać model 4, który był wówczas produkowany w Jugosławii, a także model 5 w wersji coupe
– Citroen pokazał Dyane, czyli model pokrewny do słynnej „kaczki” 2CV
– Fiat pokazał model 126 oraz 127.

Ostatecznie, Renault i Citroen odpadły – pierwsza firma chciała sprzedać prawa do wersji 5 Coupe, zaś nie była zainteresowana sprzedażą zwykłej „5”, która bardziej pasowała polskiej stronie; z kolei drugi koncern nie zgodził się na warunki spłaty licencji. Został jedynie Fiat, który oferował komfortowe i dynamiczne 127, oraz 126, nowy model, ale będący rozwinięciem nieco przestarzałego tylnosilnikowego modelu 500. Turyński koncern ponoć nie chciał zbytnio dzielić się zyskami ze sprzedaży „127”, toteż bardziej optował za 126 – warunki licencji, to jest spłata poprzez wysyłanie gotowych jednostek napędowych do Włoch, gdzie tam też miał być produkowany 126, odpowiadało stronie polskiej, wskutek czego doszło do podpisania umowy licencyjnej w 1971 roku, pomiędzy POLMO a FIATem. Model 127 był później montowany na Żeraniu i posłużył w Jugosławii potem jako bazę do modelu Yugo Koral.

Produkcję włoskiego 126 rozpoczęto we wrześniu 1972 roku; wtedy też miała miejsce oficjalna premiera samochodu we Włoszech i w Polsce. Pierwszy polski 126p zmontowany jeszcze z włoskich części powstał w lipcu 1973 roku i wyjechał z fabryki w Bielsku-Białej; z kolei pierwsze tyskie malczany wyjechały w we wrześniu 1975 roku. Włoskie 126 miały znaczek FIATa, oraz – niektóre egzemplarze – kierunkowskazy zintegrowane ze światłami pozycyjnymi w białym kloszu pod przednią lampą; ponadto 126 były dostępne w wersji dwu- i czteroosobowej. Malczan był tylnosilnikowym dwudrzwiowym fastbackiem, z dwycylindrowym silnikiem OHV o mocy 23 KM i pojemności 0.6 litra; w późniejszym okresie otrzymał wzmocniony silnik o pojemności 0.65 litra i mocy 24 KM, który – z niewielkimi zmianami – był obecny do końca produkcji tego pojazdu. Produkcja we włoskim Cassino zakończyła się w 1980 roku; od tamtego momentu wszystkie 126 pochodziły z polskich zakładów FSM – w Tychach produkowano egzemplarze na eksport, zaś w Bielsku-Białej na rynek krajowy; te z zakładów w Tychach są uważane za lepsze od bielskich.

Fiat 126p w czasie produkcji doczekał się trzech wersji rozwojowych oraz mnogiej ilości pomniejszych liftingów, będących mokrym snem fanów, a koszmarem osób remontujących te „coś” – zwłaszcza z najstarszej wersji. Najwięcej takich zmian miało miejsce w latach 1976-84, kiedy niemal co roku wprowadzano drobne różnice pokroju miejsca i mocowania emblematów czy wzorów wlotów powietrza.

– 1973-84 – wersja ST – pierwsza produkowana, z charakterystycznymi chromami w najstarszych egzemplarzach; w 1977 otrzymał lekką modernizację o oznaczeniu 650, który dodał takie modernizacje jak między innymi ulepszone hamulce (1981), zwiększona pojemność i moc silnika (do 24KM/0.65 l), nowy osprzęt pokroju alternatora zamiast prądnicy czy zderzaki P4 włoskie i polskie (po 1980); włoskie P4 miały miejsce na tablicę włoską oraz brak miejsca na światło przeciwmgłowe; polskie P4 miały miejsce na polskie tablice oraz światło przeciwmgłowe i cofania;
– 1984-94 – wersja FL – zmieniono deskę rozdzielczą, wnętrze oraz zderzaki; równocześnie do ’89 roku produkowano – zgodnie z Zasadą Zapasów Magazynowych™ – wersję przejściową, która była – zależnie od egzemplarza – wersją ST z wnętrzem i mechaniką FL, wersją FL z wnętrzem i mechaniką ST, albo miksem ST i FL w budzie FL; w latach 1987-91 produkowano wersję BIS, trzydrzwiowy hatchback z dwoma bagażnikami i silnikiem 0.7 l; w latach 1991-95 produkowano też model cabrio bazujący na FLu – ostatnie egzemplarze były miszmaszem FL i EL;
– 1994-2000 – wersja EL – tak zwany elegant, powstały po przejęciu FSM przez FIATa, i nie uważany za prawdziwego malczana, jednocześnie będący najbardziej „cywilizowanym” modelem – wersja z elektronicznym aparatem zapłonowym; wygładzono linie nadwozia (zastosowano nowe tłoczniki), w środku elegant otrzymał wzór zegarów i kierownicę z wówczas produkowanego w Tychach Cinquecento; pod koniec ’96 roku pojazd otrzymał katalizator (model ELX), zaś w ’97 roku substytut auta oficjalnie stał się Maluchem; rok później wprowadzono wersję TOWN z zagłówkami na tylnej kanapie, które oferowano od 1999 roku; wtedy zniknął z zegarów okresowy licznik kilometrów.

22 września 2000 roku zakończono produkcję kaszlaka limitowaną wersją o nazwie Happy End, której wyszło 1000 egzemplarzy; całość produkcji wszystkich egzemplarzy wyniosła 4 miliony, z czego ponad 3 miliony pochodziły z Polski. Oficjalnym powodem zakończenia produkcji było zużycie tłoczników, chociaż niemałą rolę odegrał także malejący popyt na niego – cóż, przestronność, wygoda czy mechanika nie była mocną stroną 126p. Podczas swojego cyklu produkcyjnego kaszlak doczekał się eksportu do krajów europejskich, zarówno tych socjalistycznych, jak i kapitalistycznych, a nawet na Kubę czy do Australii, gdzie oferowano go pod nazwą FSM Niki. Sam malacz był także bazą dla wielu prototypów pokroju LPT, Bombla, NP/Ryjka czy Kombi, a także dla produkcyjnego Bosmala Cabrio i BISa.

Ze względu na swoją niską cenę, prostotę konstrukcji, oraz niezłe zdolności terenowe w latach 90. i 2000. 126p był także obiektem tuningu i bazą do przeróbek na domowej roboty kabriolety czy pickupy; pojazd cieszył się także popularnością w niektórych kręgach, które wykorzystywały go jako wiejski sprzęt kaskaderski.

uwaga przeklinajo

pokaż spoiler Fiat 126p miał znaczny wpływ na zmotoryzowanie społeczeństwa. Czy jednak zasługuje na taki ładunek nostalgii, sentymentu i przepłacania za niego jaki dostaje? NIE DO CHOLERY. Kaszlak był po prostu małym śmietnikiem, które każdy posiadał lub chociaż jeździł raz jako pasażer z jednego powodu – bardziej rodzinne zamienniki pokroju 125p, Poloneza, wozów z KDLi czy nawet sprowadzanych aut z Zachodu, były często poza zasięgiem finansowym i możliwościami przeciętnego Karwowskiego. Sentyment i kult jaki narósł wokół tego małego ścierwa wywodził się z bycia jedynym dostępnym wyrobem samochodopodobnym. Obecny kult, który jednak powoli maleje, wziął się właśnie z takich wspomnień – po prostu jeden z drugim doszedł do mało odkrywczego wniosku – na nostalgii można zarobić. Czy „to coś” zasługuje na hajp i bałwochwalcze uwielbienie? Z całą pewnością nie. Zresztą, nie rozumiem ludzi którzy negatywnie podchodzą do aut żerańskich, a chwalą sralucha – ja [CENZURA], to już wyższy poziom sp[CENZURA]. Mam nadzieję że ta bańka kultu wokół 126p kiedyś pęknie z hukiem i strzeli ich mocno w tyłek.

#autakrokieta #samochody #motoryzacja #gruparatowaniapoziomu #ciekawostki #prl #fsm #fiat #126p #fiat 126p

pokaż spoiler Źródła: Rezerwa 126p http://rezerwa126p.pl/historia/kalendarium/ i http://rezerwa126p.pl/historia/historia/ Z. Podbielski „Poznajemy samochody – Polski Fiat 126p 650”, z czasopisma „Młody Technik”, nr 9/1977, „Kulisy Polskiej Motoryzacji – Trzy możliwości”, autorstwa Zbigniewa D. Skoczka, z czasopisma „Motor”, nr 12/2006

na zdjęciu włoski 126

Pojechaliśmy elektrykiem…

Pojechaliśmy elektrykiem Renault Zoe z baterią 50 kWh w dłuższą trasę po Polsce.

– da się bez większych problemów,
– o szybkiej jeździe można zapomnieć,
– koszt podróży 46 zł (bez noclegów),
– tak, elektryk to głównie samochód do miasta,
– można spotkać fajnych ludzi,
– parkingowi nie wiedzą, że elektryki stają za darmo,
– uczy delikatnego operowania pedałem gazu.

Całkiem fajnie spędzony czas, zmienia nawyki za kierownicą, więcej się ogląda.

#motoryzacja #samochody #samochodyelektryczne #elektromobilnosc #renault #zoe #polska #podroze